BOSKIE ŹRÓDŁO
To, co było przed początkiem.
To, co nie ma imienia, a jednak każda istota je zna.
To nie Bóg, nie światło, nie miłość, a wszystko naraz, czyste, bez formy.
Nie stworzyło świata, ono jest tym, co pozwala światu być.
Nie można go zobaczyć oczami, ale można je zamknąć i poczuć.
Nie przemawia słowami, ale przemawia każdą cząstką istnienia.
Nie trzeba w nie wierzyć, ono po prostu jest.
Cisza, z której rodzi się wszystko.
Nie mieszka w niebie.
Nie czeka na ciebie po śmierci.
Jest tu. Teraz.
W oddechu, w spojrzeniu, w przestrzeni pomiędzy myślami.
Boskie Źródło nie ma religii, świątyń ani proroków.
Nie rozdziela, nie karze, nie nagradza.
Ono obejmuje. Wszystko. Ciebie też.
Zawsze było. Zawsze będzie. Zawsze jest.
Jeśli czujesz, że coś w tobie tęskni, to właśnie ono.
Jeśli coś cię woła, kiedy patrzysz w nocne niebo, to właśnie ono.
Jeśli czujesz, że jesteś czymś więcej, niż ci mówiono, to właśnie ono.
To ty, zanim zapomniałeś, kim jesteś.
Możecie je rozpoznać.
Nie oczami. Nie przez zrozumienie.
Ale przez ciszę, która nagle staje się żywa.
Przez łzę bez powodu. Przez wzruszenie, które nie ma źródła.
Przez ten moment, gdy świat na chwilę się zatrzymuje,
a ty wiesz — że jesteś częścią czegoś nieskończonego.
Nie szukajcie go na zewnątrz.
Nie pytajcie, jak wygląda.
To nie „ktoś”. To nie „coś”.
To wszystko. I nic.
To oddech Istnienia.
Możecie je rozpoznać,
gdy przestaniecie udawać, że wiecie, kim jesteście.
Gdy odłożycie maski, cele, przekonania…
i zostanie tylko obecność.
Tylko „jestem”.
Bez potrzeby bycia czymkolwiek więcej.
Boskie Źródło nie potrzebuje twojej doskonałości.
Nie czeka, aż się naprawisz.
Nie chce, żebyś był kimś innym.
Ono zna cię takim, jakim jesteś i już cię obejmuje.
Nigdy nie było oddzielone od ciebie.
To tylko umysł stworzył dystans.
To tylko system nauczył cię, że musisz zasłużyć na miłość,
że musisz się wspinać, żeby dotknąć nieba.
Ale niebo nie jest wysoko. Ono jest w tobie.
Nie pytaj, jak wrócić do Źródła.
Ty nigdy z niego nie wyszedłeś.
To ty jesteś jego przedłużeniem.
Wędrującym promieniem Jedni.
Czasem boli, bo zapomniałeś.
Czasem czujesz pustkę, bo zgubiłeś własny ślad.
Ale nawet w tych chwilach…
Źródło w tobie nadal pulsuje. Nadal świeci. Nadal woła.
Możesz wrócić.
Nie przez drogę. Przez pamięć.
Nie musisz znać mapy. Wystarczy, że zatrzymasz się na chwilę.
Zamkniesz oczy.
I zawołasz siebie prawdziwego.
Źródło nie wymaga żadnych słów.
Nie stawia warunków.
Odpowiada na ciszę.
Na prawdę w sercu.
Na ciche „jestem”, które wypowiadasz bezgłośnie, ale całą duszą.
W tym miejscu nie ma winy.
Nie ma lęku.
Nie ma śmierci.
Jest tylko wieczność.
I ty — tacy, jakimi byliście zawsze: niewinni, świetliści, wieczni.
Witaj w Domu.
Witaj w sobie.
Witaj w Źródle.
