top of page

JUŻ NIE DAM SIĘ ZŁAMAĆ. WIDZĘ CO CHCIELI UKRYĆ.

Nie jestem już tym ślepym trybikiem, który budzi się rano i wierzy, że tak ma być.
Nie jestem już tą wersją siebie, która potulnie słucha, robi, spełnia oczekiwania.
Coś się we mnie skończyło. I dobrze. Bo teraz widzę.
Widzę, że ten świat był ustawiony tak, żeby mnie złamać, powoli, dzień po dniu.
Szkoła miała mnie nauczyć posłuszeństwa, nie myślenia.
Praca miała mnie wciągnąć w schemat przetrwania, nie tworzenia.
Religia miała mi dać lęk i poczucie winy, a nie kontakt z czymś większym.
I miałem to wszystko łyknąć, jakbym nie miał duszy.

Ale teraz się obudziłem.
I nie ma już powrotu do tego, co było.
Nie jestem tu, żeby ładnie mówić.
Nie jestem tu, żeby się komuś podobać.
Jestem tu, żeby powiedzieć: mam dość tej gry.

Dość budzenia się z ciężarem w klatce, że znowu poniedziałek, znowu obowiązki, znowu robię rzeczy, których moja dusza nigdy nie wybrała.
Dość uśmiechania się, gdy w środku chce mi się krzyczeć.
Dość pokornego siedzenia, gdy czuję, że cały ten system mnie po prostu gwałci energetycznie, dzień po dniu.

I dość udawania, że to wszystko jest normalne.
To nie jest normalne.
To jest chore.
I ja to widzę.

Widziałem, jak próbują złamać mnie od dziecka.
„Bądź grzeczny.”
„Nie zadawaj pytań.”
„Tak trzeba.”
A ja w środku cały się paliłem, bo wiedziałem, że to kłamstwo.

A teraz?
Nie jestem już tym samym człowiekiem.
Już nie boję się ich oceny, ich zasad, ich reguł.
Zacząłem słyszeć swój własny głos.
I ten głos mówi mi jedno:
wstań i idź swoją drogą. Nawet jeśli wszyscy patrzą jak na wariata.

777.heic
bottom of page