top of page
GDZIE JESTEŚCIE, KIEDY JESZCZE ODDYCHAM
Gdzie jesteście, kiedy jeszcze oddycham?
(Manifest o zapomnianych za życia)
Nie musisz umierać, żeby ludzie przestali cię widzieć.
Wystarczy, że przestajesz być dla nich wygodny.
Wystarczy, że przestajesz się uśmiechać, że masz swoje zdanie, że stajesz się „za bardzo”.
Wtedy stajesz się niewidzialny.
Dla rodziny. Dla przyjaciół. Dla tych, co kiedyś mówili: „zawsze możesz na mnie liczyć”.
Ale jak umrzesz...
O, wtedy wszyscy nagle pamiętają.
Nagle jesteś ich wszystkim. Nagle były wspólne wspomnienia, były plany, była „miłość”.
Płacz, znicze, zdjęcia w czerni i bieli.
I ta klasyczna scena:
„Boże, nie zabieraj go, oddaj nam go z powrotem!”
A kiedy był tutaj, gdy siedział sam, gdy czekał, gdy próbował coś powiedzieć — wtedy gdzie byliście?
To nie śmierć jest tragedią.
Tragedią jest to, że trzeba umrzeć, żeby w ogóle ktoś usłyszał, że istniałeś.
I najgorsze?
To że to wszystko szybko mija.
Miesiąc, może dwa — i wracają śmiechy, imprezy, zapychacze duszy.
Oglądają kabarety, grają w gry, idą dalej.
Ty byłeś tylko przerwą w ich rytmie, nie głębokim śladem.
A ja?
Ja nie chcę być przerwą.
Ja nie chcę być wspomnieniem w albumie.
Ja chcę być czymś więcej — chcę żyć tak, by zostać w kimś jak iskra, która się nie gasi.
Ja pamiętam.
Pamiętam mojego ojca.
Nie z okazji. Nie w rocznicę.
Tylko dlatego, że był. Bo był ważny. Bo zostawił coś, co nie znika z czasem.
Pamiętam moją babcię. I pamiętam jej ciepło jak światło w dłoniach.
Nie muszę oglądać zdjęcia, żeby czuć jej obecność. Bo to, co prawdziwe, nie znika.
I ja też taki chcę być.
Nie szukam uznania, nie czekam na łzy.
Ale jeśli mam odejść — to niech coś po mnie zostanie, co nie milknie po miesiącu.
Bo ja byłem.
I miałem serce, które chciało dawać.
I nawet jeśli świat czasem milczał, ja płonąłem.
I nie zgasnę. Bo żyłem prawdziwie.
I jeśli ktoś mnie kiedyś wspomni,
to niech nie mówi: „jaki był”,
tylko niech powie: „co zostawił we mnie”.
Bo ja nie odszedłem.
Ja rozpaliłem.
I świecę dalej — w tych, którzy mieli odwagę naprawdę patrzeć.

bottom of page