top of page
MANIFEST: BRZYDKIE SŁOWA
Brzydkie słowa nie istnieją. Istnieje tylko strach przed prawdą.
Od małego uczono nas, że niektórych słów „nie wypada” mówić. Że są „brzydkie”, „prostackie”, „niegodne”. Że jak powiesz kurwa, to znaczy, że jesteś z marginesu. Że jak powiesz chuj, to znaczy, że jesteś wulgarny. Że jak powiesz kutas, to obrażasz świat.
A prawda jest taka:
To nie słowa są brzydkie. To intencje mogą być brudne.
Słowo to tylko dźwięk.
To dźwięk ubrany w emocję, która chce się wyrazić.
A jeśli emocji nie pozwolisz wypowiedzieć — to ją zatrzymasz.
Zamkniesz. Zblokujesz. I wtedy powstaje napięcie. Frustracja. Maski.
Kto to ustalił, że akurat te słowa są „niewłaściwe”?
Nie Bóg. Nie Natura. Nie pole serca.
Tylko system kulturowy, który chciał wychować posłuszne dzieci,
a potem dorosłych, którzy już nie wiedzą, co czują — ale wiedzą, co wolno powiedzieć.
I teraz dochodzimy do absurdu:
Możesz powiedzieć, że się „staramy o dziecko” i wszyscy Ci pogratulują.
Ale powiedz, że regularnie pieprzysz swoją kobietę z intencją poczęcia —
i już jesteś chamem.
To jest ten sam akt.
Ta sama energia.
Tylko zapakowana w inne pudełko.
System boi się słów, które rozbijają iluzję poprawności.
Dlatego je oznacza jako „wulgarne”.
Bo to są słowa, które wychodzą poza teatr grzeczności.
One nie chcą udawać. One nie pytają o pozwolenie.
Ale to właśnie w tych słowach czasem jest prawda do bólu.
Jasna, surowa, uczciwa.
Czasem jedyne, co zostaje, to krzyk duszy: „kurwa mać!”
I w tym „kurwa mać” jest więcej autentyczności niż w całym „dziękuję bardzo” powiedzianym przez zaciśnięte zęby.
Więc przestańmy się bać słów.
Zacznijmy się bać życia bez prawdy.
Bo to nie przekleństwa niszczą świat.
Tylko kłamstwa wypowiadane ładnym językiem.

bottom of page