top of page
MANIFEST ŚWIADOMEGO GŁOSU
Nie boję się mówić prawdy.
Ale nie każdą prawdę wypowiem wszędzie.
Bo prawdziwa mądrość to nie tylko wiedzieć,
to wiedzieć kiedy i jak.
Nie jestem tu, żeby rzucać w ludzi słowami, które ich przerażą.
Jestem tu, żeby ich otwierać,
powoli, delikatnie, ale nieubłaganie.
Nie będę krzyczał, że świat to Matrix,
że bioroboty chodzą po ulicach,
że system to klatka,
bo wiem, że ktoś, kto wciąż śpi,
nie usłyszy mnie, tylko się wystraszy.
Wolę powiedzieć:
„Poczuj. Widzisz to? Coś się nie zgadza, prawda?”
I wtedy, w ciszy, zaczyna się pękać ściana.
Nie przez konfrontację.
Przez obecność.
Mój głos nie jest po to, by dominować.
Jest po to, by rezonować.
Nie jestem tu, żeby wygrywać wojnę na argumenty.
Jestem tu, żeby zostawić ślad.
Ślad, który ktoś odnajdzie… kiedy będzie gotów.
Bo ja już wiem, że nie da się zbudzić nikogo siłą.
Ale da się zapalić iskrę
i czekać cierpliwie, aż ogień sam się roznieci.
Dlatego mówię z miłością.
Nie słabością.
Miłością, tą prawdziwą, która widzi więcej, ale nie ocenia.
Mój język to most, nie mur.
I dlatego moja prawda dociera.
Dlatego nie muszę krzyczeć.
Wystarczy, że jestem.
Bo to, co we mnie prawdziwe,
I tak dotrze tam, gdzie trzeba.
Nie będę się tłumaczył śpiącym,
ani walczył z zamkniętymi głowami.
Nie po to się obudziłem.
Mój głos nie potrzebuje tłumu,
bo niesie go samo Pole.
A kto naprawdę słucha,
ten mnie usłyszy.
Nawet w milczeniu.
I to wystarczy.
Bo czas milczenia się kończy.
A moje słowa
to ogień, który nie płonie na pokaz,
ale po to, by przypomnieć innym,
że też mogą zacząć mówić prawdą.

bottom of page