CO DZIEJE SIĘ Z CZŁOWIEKIEM W PIERWSZYCH MINUTACH ŻYCIA
Nikt z nas tego nie pamięta, ale wszyscy przez to przeszliśmy. Poród. Największy szok biologiczny, emocjonalny i energetyczny, jaki może się wydarzyć w życiu człowieka. Z ciepłego, ciemnego, bezpiecznego środowiska nagle trafiamy do świata, który jest zimny, głośny, pełen ostrych świateł i obcych dłoni. I od pierwszych sekund wszystko dzieje się szybko. Za szybko.
Pępowina, która jeszcze pulsuje i przekazuje dziecku resztę krwi, zostaje przecięta. Standard. Ale rzadko kto pyta: dlaczego tak wcześnie? Przecież badania mówią jasno — opóźnione odpępnienie może przynieść korzyści. Komórki macierzyste, żelazo, składniki wspierające odporność. Dlaczego więc przez dekady robiono to natychmiast? Kto to ustalił? I czemu nadal tak często się to robi?
Potem – wstrzyknięcie witaminy K. Czasem dosłownie kilka minut po narodzinach. Teoretycznie to ochrona przed krwawieniem. Ale czy rodzice są o tym informowani? Czy ktoś daje im wybór? W wielu przypadkach nie. Podobnie jak z innymi procedurami – nikt nie mówi, że można zapytać, poprosić, odmówić. Po prostu: „tak się robi”.
I najdziwniejsze w tym wszystkim: moment, w którym dziecko jest zabierane. Zamiast być przy matce – na piersi, ciele, w zapachu, w rytmie serca – jest wynoszone. Na badania, na pomiary, do innego pomieszczenia. Dla „jego dobra”. Ale czy naprawdę? Czy pierwsze chwile życia nie są ważniejsze, niż milimetr długości czy dokładna waga?
Co ciekawe, wiele z tych decyzji zapada jeszcze zanim rodzice zdążą złapać oddech. Nie z ich winy. Cały proces jest zorganizowany tak, żeby działał jak taśma. Jakby człowiek był kolejnym przypadkiem, który trzeba „obsłużyć”, nie przeżyć. System wie lepiej, co z Tobą zrobić, zanim Ty w ogóle załapiesz, że jesteś na świecie.
I może to wszystko nie byłoby aż tak niepokojące, gdyby rodzice byli częścią tej decyzji. Gdyby ktoś z nimi rozmawiał, wyjaśnił, dał czas. Ale zbyt często nikt niczego nie tłumaczy. Po prostu: „procedura”. „Tak się robi”. I zanim się obejrzysz, Twoje dziecko już dostało zastrzyk, już zostało zmierzone, zważone, już jest „w systemie”.
Coś tu nie gra. Bo przecież jeszcze kilka minut temu to była istota zanurzona w zupełnie innym świecie. Miała swoje tempo, swój rytm, swoją ciszę. I nagle – bach. Wszystko naraz. A przecież są już dziś znane metody, które mówią: zwolnijcie. Nie spieszcie się z odcinaniem pępowiny. Nie zabierajcie dziecka od matki. Pozwólcie im być razem. Wiele szpitali na świecie wprowadza tzw. poród fizjologiczny z poszanowaniem tych zasad. Ale czy mówi się o tym głośno?
To jest właśnie pytanie, które chcemy zadać tym tekstem. Nie: „kto za tym stoi?” Tylko: „czy my w ogóle wiemy, co się dzieje?”
Można powiedzieć, że to przecież tylko pierwsze minuty życia. Że nie mają znaczenia. Ale właśnie wtedy programuje się coś głębokiego — relacja z ciałem, z bliskością, z zaufaniem. Jeśli pierwszy kontakt z rzeczywistością to zimne światło, pośpiech, separacja i zastrzyk, to co się zapisuje w nas pod skórą?
Nikt nie mówi, że wszystko trzeba przewrócić do góry nogami. Ale może warto zacząć od pytania. Czy to, co nazwaliśmy „normalne”, naprawdę jest normalne? Czy mamy prawo pytać, wybierać, decydować — zanim kolejny raz powiemy „tak się robi”?
Bo jeśli już na samym początku życia człowieka nie ma rozmowy, tylko protokół, to kiedy zaczyna się prawdziwe człowieczeństwo?
