top of page

PROGRAMOWANIE DZIECKA: OD NARODZIN DO DRZWI SZKOŁY

Część 1 — „Zanim złapie za długopis”


Nadopiekuńczość i dawanie wszystkiego

To wygląda jak miłość, ale często to próba kupienia ciszy albo zrekompensowania własnych braków. Dziecko nie uczy się cierpliwości, nie poznaje frustracji, a frustracja jest potrzebna — bo to ona uruchamia samodzielność. Bez niej dziecko nie wie, że coś może samo zrobić.


Karanie za emocje

Znasz to: „nie płacz”, „nie złość się”, „nic się nie stało”. To niby troska, a tak naprawdę dziecko dostaje informację, że jego emocje są niewłaściwe. Zamyka je w sobie. Zaczyna nosić poczucie winy za to, że czuje. Potem mamy dorosłych, którzy nie potrafią mówić, co czują.


Blokowanie ciekawości

Dziecko to naturalny odkrywca. Ale świat dorosłych często nie ma czasu. „Nie dotykaj”, „nie pytaj”, „nie teraz”. I wtedy uczy się, że jego naturalny pęd do poznawania jest zbyt duży, za głośny, niewygodny. Efekt? Zamknięcie. Grzeczne dzieci. Bierni dorośli.


Wzorce miłości warunkowej

„Bądź grzeczny, to cię przytulę.” „Zjedz obiadek, to będzie nagroda.” Program: miłość trzeba sobie zasłużyć. Dorośli w związkach robią wszystko, by być akceptowanym, bo kod wgrany wcześnie był prosty: „Twoja wartość zależy od tego, jak bardzo zadowalasz innych.”


Autorytet absolutny rodzica

Rodzic jako bóg. Nie wolno podważyć, nie wolno zapytać „dlaczego”. Dziecko nie uczy się wtedy myśleć samodzielnie, tylko słuchać poleceń. A to idealny fundament… do wejścia w szkołę. Gdzie czeka kolejny „autorytet” — nauczyciel, system, państwo.


Przekaz o „byciu kimś”

„Będziesz kimś, jak się postarasz.” Czyli teraz jesteś nikim. Musisz zasłużyć, żeby być kimś. Dziecko uczy się grać rolę, która zadowoli dorosłych. I później całe życie goni za „kimś”, nie wiedząc, że to „ktoś” to tylko ich oczekiwania.


Gaszenie wewnętrznego głosu

Dziecko czuje, ale słyszy: „nie przesadzaj”, „ciocia się obrazi”. Uczy się nie ufać sobie. Żyje potem z rozdźwiękiem: „Coś czuję… ale może się mylę.” Tak system gasi wewnętrzne światło. Bo tylko wtedy łatwo nim sterować.


Pierwsze uzależnienie: aprobata

Dziecko zrobi coś, rodzic klaszcze. Dziecko się śmieje — dorosły zachwycony. Ale to początek programowania zewnętrznego źródła szczęścia. „Jeśli inni są zadowoleni — ja też mogę być.” A jeśli nie — coś jest nie tak ze mną.


Przemoc w białych rękawiczkach

Dziś już rzadko fizyczna. Częściej emocjonalna: „Zawiodłem się na tobie.”, „Taki duży chłopczyk, a płacze?”. Dziecko zaczyna wierzyć: „Ból to coś, na co zasługuję.” I uczy się być wersją, która nie zawiedzie. Nie sobą.

Zanim dziecko wejdzie w system szkolny, już często jest gotowym produktem — złamanym, zależnym i wyciszonym. Szkoła to już tylko dopalacz, ostatni szlif programowania.

Ale o tym — w drugiej części.

777.heic
bottom of page