top of page

W KTÓRYM MOMENCIE NASZEGO ISTNIENIA STRACILIŚMY CZŁOWIECZEŃSTWO?

Czy to było wtedy, gdy przestaliśmy patrzeć sobie w oczy?
Gdy ekran zastąpił dotyk, a wiadomość stała się ważniejsza niż obecność?
Czy to było wtedy, gdy dziecko przestało być cudem, a stało się „problemem do ogarnięcia”?
Gdy starość zaczęto traktować jak przeszkodę, a nie skarb?
Gdy lekarstwo stało się biznesem, a cierpienie środkiem do zysku?

Czy to było wtedy, gdy przestaliśmy słuchać siebie nawzajem?
Gdy zamiast zrozumieć — osądzaliśmy.
Gdy zamiast zapytać — atakowaliśmy.
Gdy zaczęliśmy ufać tym, którzy mają władzę, a nie tym, którzy mają serce?

W którym dokładnie momencie pozwoliliśmy, żeby system nauczył nas nienawiści, lęku, podziału, obojętności?

Bo przecież…
człowieczeństwo to nie jest luksus.
To nie opcja.
To jest nasze źródło.

To jest ciepło dłoni, która nie zostawia.
To jest łza, której się nie wstydzisz.
To jest spojrzenie, które mówi: „Widzę cię. Naprawdę cię widzę.”
To jest odwaga, by kochać w świecie, który mówi „odpuść sobie”.

Więc pytam głośno, bez strachu:
W którym momencie naszego istnienia straciliśmy człowieczeństwo?

I odpowiadam:
Nie straciliśmy.
Ono jest tu.
Ukryte pod warstwami bólu, wyparcia, hałasu.
Ale żyje. Cicho, uparcie, wiernie.

I jeśli to czytasz — to znaczy, że właśnie się obudziło.
Że coś w Tobie mówi: „Pamiętam.”

A jak pamiętasz…
to znaczy, że jesteś gotów znowu być człowiekiem.

777.heic
bottom of page