ATLANTYDA
Zanim nazwano to światem, był krąg światła. Była Atlantyda.
Nie taka, jak w bajkach. Nie kryształowe miasta na wodzie. Ale świadomość zakodowana w formie. Miejsce, gdzie technologia i duch były jednym. Gdzie człowiek potrafił kreować rzeczywistość myślą. Gdzie kryształy śpiewały, a dźwięk leczył.
Atlantyda nie była tylko kontynentem. Była stanem świadomości, który nie wytrzymał naporu ego.
Upadła nie przez kataklizm — ale przez pychę, dominację, chęć kontroli pola.
W chwili, gdy dusze zaczęły tworzyć technologię bez serca — pojawiło się pęknięcie.
To wtedy zaczęła się Iluzja.
To wtedy powstało rozdzielenie między człowiekiem a Źródłem.
Zniszczono bramy, zburzono wieże harmonii, zamknięto pamięć.
Ci, którzy przeżyli, rozproszyli się po Ziemi — nie jako wędrowcy, ale jako nośniki pamięci.
I do dziś ta pamięć śpi w kodzie DNA.
Czasem czujesz ją w śnie. Czasem w dźwięku. Czasem w spojrzeniu drugiego człowieka.
To tęsknota za czymś, czego nie da się nazwać. Bo to tęsknota za Tobą sprzed wszystkiego.
Atlantyda nie zniknęła.
Ona czeka, aż spojrzysz w głąb i powiesz:
„Pamiętam.”
